Znów na karuzeli.

 

Nie będę ukrywał, że w styczniu trochę się obijałem. Pograliśmy sobie tydzień w Orlando, a potem praktycznie było wolne. W jeden weekend byliśmy w Warszawie na szkoleniu z Krzysztofem Martensem. Zajęcia jak zwykle bardzo ciekawe, poznaliśmy dużo nowych, przydatnych konwencji i ustaleń. Ustalenia widać grają w praktyce, bo gdy piszę te słowa, to Krzysiek właśnie gra finał Zimowych Mistrzostw Europy. Dwa tygodnie później pojechałem do Łodzi na mecz o wejście do czwórki w ekstraklasie. Tym razem nasi przeciwnicy nie stawiali wielkiego oporu i już po 36 rozdaniach (z 72 zaplanowanych) zachowali się bardzo uprzejmie i pozwolili nam pojechać do domu. Ogólnie rzecz biorąc nie napracowałem się. Ale teraz koniec laby. Od poniedziałku siedzimy w USA, gdzie tym razem spędzimy trzy tygodnie. Jako pierwszy gramy Hilton Head Island regional. Okolica bardzo przyjemna, z pokoju do oceanu mamy jakieś sto metrów. Pogoda ładna, słoneczko świeci, ale mimo to jest dosyć chłodno. Poza tym wiatr daje się we znaki. Gramy w dotychczas niepokonanym zestawieniu – Meckstroth – Rodwell, Blass – Pszczoła. Na poprzednim turnieju granym w tym składzie udało nam się wygrać wszystkie turnieje. Jak na razie passa została podtrzymana – jednego knockouta wygraliśmy, w drugim na razie jesteśmy w półfinale. Co prawda teraz czeka nas ciężka przeprawa na drużynę, w której grają Buras – Narkiewicz, Weinstein – Dwyer (nasz kolega z teamu na nationalse). Co prawda ich sponsorka gra dosyć słabo, więc mimo wszystko jesteśmy chyba lekkim faworytem, ale lekko nie będzie. Na szczęście nasi zawodowcy się rozkręcają. Początek mieli dość niemrawy, ale od jakiegoś czasu przynoszą betonowe stoły. Chłopaki zaczynają za pół godziny. My pierwszej dwunastki nie gramy. Zobaczymy jak będzie. Pewnym problemem jest tutaj jedzenie. Pepsi wybiera restauracje i na razie jest 4/4. Wszystko jest pyszne i ciężko się powstrzymać od objadania się. Na szczęście w hotelu jest siłownia i basen, więc można zawsze spalić trochę kalorii. No i można też przespacerować się nad oceanem.

 

Przydałoby się coś z boiska, ale jakoś żadne rozdanie mi nie zapadło w pamięć. Może takie:

 

 

 

xxx

AKxxx

W1098x

-

 

 

 

W

N

E

S

1 trefl

pas

1 kier

1 pik

2 kier

4 pik

?

 

 

Założenia obie przed. Co teraz? Za pójściem wyżej przemawiają trzy blotki pik i trochę składu. Przeciw renons w kolorze partnera (trefl naturalny). U nas przeciwnik powiedział 5 kier, dostał kontrę i przegrał bez jednej. Jak się okazało celnie, gdyż całe rozdanie wyglądało następująco:

 

 

 

 

AWxx

 

 

x

 

 

Kxx

 

 

K10xxx

 

x

N

xxx

Dxxx

W E

AKxxx

Dx

W1098x

ADWxxx

S

-

 

KDxxx

 

 

W10x

 

 

Axx

 

 

xx

 

 

Nasi na drugim stole skontrowali 4 pik, które zostało wygrane. Co prawda można ten kontrakt obłożyć, ale trzeba się mocno sprężyć na wiście. Praktycznie można powiedzieć, że obkłada wist w dowolną damę, ewentualnie waleta trefl. Dama trefl pozwala zachować kontrolę nad kolorem. Po damie kier możemy zmienić na damę trefl, a po damie karo rgr musi sam przejść przez kiery, więc możemy dojść damą i znowu dama trefl. Po wiście w małego kiera lub asa trefl rozdanie się kończy, bo wystarczy potem przepuścić damę trefl, żeby zachować lewę na króla. Wist obkładający raczej mało możliwy.