Wilmington - wielki szlem był blisko

Niestety w sobotę rano nasza doskonała passa została przerwana. Po słabym meczu przegraliśmy półfinał trzema impami. Odbiliśmy to sobie wygrywając dwa swissy. Zwycięstwo w wieczornym sobotnim jakiejś wielkiej chwały nie przynosi. Ostatni mecz graliśmy na pierwszym stole. Sześć rozdań. My mieliśmy po swojej stronie sześć zapisów. Rafałowi z Wojtkiem poszło ciut gorzej – mieli tylko pięć. Wynik 56 – 0. Łatwo sobie wyobrazić jaki był poziom tego turnieju. W niedzielę już tak prosto nie było. Po sali kręciło się kilka przyzwoitych drużyn, ale udało się wygrać z wynikiem 91 vp na 120 możliwych. Szkoda, że w sobotę rano zabrakło paru impów, gdyż byliśmy bliscy wygrania wszystkiego, ale i tak nasze wyniki w dosyć silnie obsadzonym turnieju można uznać za znakomite.

Cztery tygodnie minęły, pora wracać do domu. Właśnie siedzę na lotnisku. Jutro koło południa lądujemy w Warszawie. Myślę, że wyjazd można uznać za udany. Sportowo nieźle, towarzysko świetnie. Mimo wszystko mam już dość i chcę jak najszybciej znaleźć się w kraju. Miesiąc gry bez przerwy to jednak za dużo jak dla mnie. Regionalse mają taką specyfikę, że jak się je gra, to dobrze mieć parę pod rząd, gdyż koszty lotu są wówczas bardziej rozłożone. Myślę, że optymalna liczba to dwa, może trzy pod rząd. Co prawda Jacek Pszczoła, twierdzi, że kiedyś grał jedenaście tygodni bez przerwy. Nie wiem nawet jak to skomentować. Rozdań z ostatnich dwóch dni nie będzie, bo w sobotę rano były same głupoty, wieczorem wystarczyło dokładać karty, a w niedzielę gra była dobra, ale też nie było fajerwerków. Będzie natomiast jedno rozdanie z polskiej ligi, na którą z ciekawości zerkałem sobie w wolnym czasie. W ten weekend nastąpiło kilka rozstrzygnięć w ekstraklasie, ale to rozdanie będzie z pierwszej ligi. Gramy sobie szlemika karowego z kartami:

 

AK9x

Axxx

108x

xx

Do

 

x

x

KDWxxx

AK108x

Kontrakt wygląda jako tako. Niestety wredny przeciwnik wistuje asem karo i ponawia karem. Drugi wyrzuca małego pika. Załóżmy, że na razie przebijamy trefla. Z lewej dokłada dziewiątkę, waleta i wyrzuca kiera. Co dalej? Brakuje lewy, więc jedyną szansą jest przymus. Jakiego rodzaju? Wróćmy do trzeciej lewy. Teoretycznie możliwy jest przymus pikowo – treflowy przeciwko temu z lewej, jeśli posiada wszystkie honorki pikowe i cztery trefle. Jaka na to szansa? Raczej niewielka. Jeśli trefle się dzielą, to w ogóle nie ma problemu, więc roboczo przydzielamy cztery temu z prawej. Potrzebny jest przymus podwójny. Ten z prawej trzyma trefle, temu z lewej musimy wyizolować groźbę w jednym starszym, czyli doprowadzić do sytuacji, w której tylko on będzie miał w nim zatrzymanie. Trzeci kolor będzie komunikacyjny. Zobrazujmy to końcówką – załóżmy, że postawimy na wyizolowanie groźby pikowej. As, król i pik przebity i kara. Przed zagraniem ostatniego pozycja jest taka:

 

 

9

 

 

Ax

 

 

 

 

 

D

N

W E

S

Dx

Kx

D

 

 

 

x

 

 

x

 

 

x

 

Gramy ostatniego atuta. W musi wyrzucić kiera, bo pika nie może, ze stołu już niepotrzebny pik i E jest w przymusie treflowo kierowym. Pytanie którą groźbę wyizolować. Z kierami można zrobić to samo, tylko trzeba od razu zagrać asa kier, kiera przebić, trefla przebić, kiera przebić i pozycja będzie symetryczna. Gdzie szukać przesłanek? Wydaje się, że w zrzutce E w drugiej lewie. Wyrzucił pika, więc jest większa szansa, że ma ich pięć. Oczywiście może spróbować przewidzieć pozycję i wyrzucić z trzech, ale to już temat na poważniejszą rozprawę, a żeby wykonać takie zagranie, trzeba naprawdę mieć poważną wyobraźnię. W rzeczywistości W miał DW10x w pikach i K10xx w kierach, więc należało izolować groźbę pikową, ale też nikt z wistujących nie oddał wistu w asa atu. Trzeba przyznać, że był to wist dosyć abstrakcyjny, chociaż jeśli przysłuchać się licytacji, a pewnie rozgrywający często ujawniał dużą dwukolorówkę na młodszych, to może i do wymyślenia. Bardzo ciekawe rozdanie.

Po powrocie trzy dni przerwy, po czym w weekend ważny mecz ligowy o wejście do final four z AZS Wrocław, o czym już pisałem. Na pewno opiszę ciekawsze tego meczu momenty.

Pozdrawiam (jeszcze) z Atlanty.