W Nowym Orleanie.

Od czwartku siedzimy w Nowym Orleanie. Dzisiaj rozpoczyna się główny turniej, czyli Vanderbilt Knockout Teams, chociaż właściwie zaczyna się jutro, ale o tym za chwilę. Do tej pory graliśmy jak zwykle różne "boczniaki". Zaczęliśmy w piątek dwudniowym knockoutem. Nie graliśmy z Jackiem pierwszej składki, a gdy przyszliśmy, to okazało się, że Reese ma komplet zapisów i jest +27 oraz +18 (graliśmy three-waya). Druga była kompletnie płaska i przegraliśmy 2:3 oraz wygraliśmy 7:5, czyli pełna klawucha. Zadowolony poszedłem zobaczyć na kogo teraz możemy trafić i okazało się, że gramy w drugim brackecie.. Coś Hemantowi nie poszło przy zapisach. Wypadałoby w takim razie wygrać, ale nie ma tak łatwo, opozycja jest. W drugiej rundzie trafiamy na team Vainikonis. Nazwiska takie jakby znajome – Vitas z Wojtkiem Olańskim, Gierulski – Skrzypczak i jedna z topowych par izraelskich Patchman – Tarnowski. Oni zagrali dobrze, my też nieźle, ale trochę gorzej i przyszło pogodzić się z porażką. Kolejnego dnia był compact knockout, turniej podobny, ale jednodniowy. Takie coś można grać tylko w czwórkę, więc my dostaliśmy wolne. Nasi pograli pół dnia, ale też furory nie zrobili, więc wieczorem została kolacja. Kolacje z Reesem to nie przelewki. Jak ktoś nie ma apetytu, to po nim. Żeby dojśc do restauracji, musieliśmy przecisnąć się przez Bourbon Street. To taka największa turystyczno – imprezowa uliczka w Nowym Orleanie, trochę jak Monciak latem, ale dużo głośniej i dużo więcej ludzi. No właśnie, Nowy Orlean. We wtorek, czyli jutro jest dzień Świętego Patryka, który jest tutaj hucznie obchodzony. Impreza trwa od piątku, wszędzie pełno ludzi poubieranych na zielono, poprzebieranych w dziwaczne stroje, wszyscy się bawią, śpiewają, tańczą. W sobotę odbyła się niezliczona ilość parad, marszów, przemarszów, przejazdów starych pojazdów i co tam sobie można wymyśleć. Jak to będzie wyglądało jutro, to mogę sobie tylko wyobrażać. Poza tym w zdecydowanej większości knajp muzyka na żywo, a w niektórych nawet ten oczekiwany jazz.

Tymczasem w niedzielę zagraliśmy dwusesyjnego swissa. Turniej obsadzony całkiem przyzwoicie. Dwa razy po cztery mecze po sześć rozdań. Znowu zaczęli nasi, my przyszliśmy na trzecią rundę. Znowu miła niespodzianka, bo zdobyli komplet punktów. Nam poszło w kolejnym meczu trochę gorzej, bo udało się zremisować. W jednym pan otworzył blokiem 3 trefl z kartą:

 

x

Axx

10x

AD109xxx

Jego partnerka jakoś nie zorientowała się, że karta:

 

Wxx

KDWxx

AWxx

x

Daje górną końcówkę kierową i spasowała. Pan tłumaczył jej, że miała czystą licytację i że był to standardowy blok. No cóż. Tu był zysk. Ale w innym rozdaniu zagraliśmy popartyjne 3nt, na które musiał udać się jeden z trzech impasów. Nie udał się żaden i leżeliśmy. Na drugim stole jakimś cudem zatrzymali się niżej. W kolejnym meczu udało się znowu wziąć taryfę. Zdobywaliśmy też punkty z gry własnej. Doszliśmy do 6 karo z kartami:

 

AD9xx

A

DW1076

KW

 

 

x

xx

AK984

10xxxx

Po wiście w asa trefl było prosto. +1370, a że na drugim stole grali niezbyt chlubne 3nt i przegrali, to rozdanie przyniosło nam 16 impów. Później było raz lepiej raz gorzej, nie obyło się bez prezentów od przeciwników. Zdołaliśmy "obłożyć" 3nt, na które rgr miał absolutnie górne 9 lew po asach i królach ze sporymi szansami na 11, ale tak jakoś pograł, poblokował się tu i tam, że w końcu przegrał. Przed ostatnią rundą okazało się, że mamy 6 vp przewagi nad teamem Pszczoła i 7 vp nad teamem Vainikonis, na który gramy. Reszta stawki praktycznie się nie liczyła. Z Vitasem przegraliśmy sześcioma impami, co przełożyło się na wynik 7:13, czyli nas nie dogonili. Pepsi też lekko przegrał swój mecz, więc dosyć szczęśliwie udało się wygrać cały turniej.

Do Vanderbilta zgłosiło się 76 drużyn. Trzeba z nich jak zwykle zrobić 64. Oznacza to tyle, że trzydzieści teamów z najwyższymi numerami ma dziś wolne, a reszta musi grać rundę wstępną. Posiadamy nr 23, więc nam się poszczęściło. Oczywiście wpisowe trzeba uiścić tak czy siak, a dla drużyn, które mają bye jest całodniowy swiss, którego gramy. Jest to ciekawy turniej, gdyż część drużyn decyduje się go grać, ale sporo z nich wycofuje się na przykład po połowie, żeby wieczorem spokojnie odpocząć. W zeszłym roku, o ile się nie mylę, do końca dograły trzy teamy. Jutro wygląda, że zaczynamy na team z Portugalii, o ile nie stracą swojego numeru w rundzie wstępnej. Oczywiście nigdy nikogo nie lekceważymy, ale wyglądają na drużynę, z którą można wygrać. Trzymajcie kciuki.