Vanderbilt - porażka w pierwszej rundzie.

Niestety nasz udział w tegorocznym Vanderbilcie zakończył się na pierwszej rundzie. Co do naszych przeciwników, to pomyliłem się w paru kwestiach. Po pierwsze był to jednak team z Brazylii, a nie z Portugalii, jak raczyłem stwierdzić. Mój błąd. Po drugie goście grali zupełnie przyzwoicie, chociaż w dzisiejszym pojedynku z Piekarkiem i ekipą nie daję im większych szans. Co się stało? Niestety nasz sponsor zagrał słabo. Zwykle z Hemantem trzymają stół, tym razem obie składki zagrali, delikatnie mówiąc źle. W drugim secie granym z nami liczenie zaczęliśmy od 0:40 po trzech rozdaniach, gdzie u nas strat nie było widać. Złożyły się na to wypuszczone dwa szlemiki i postawione.. no właśnie. Fakt, że w tym ostatnim trochę ich załatwili. Hemant dostał bardzo przyjemną kartę. W niekorzystnych założeniach miał:

 

xxx

xxx

Wxx

xxxx

Z lewej padło 3 karo, partner kontra, z prawej pas. Można karty zjeść. Wydaje się, że w tych założeniach jakąś opcją jest pas, niech sobie grają. Może jakimś cudem nie wygrają. Gorzej jak partner ma duży układ albo jakieś objaśniaki. 3 karo praktycznie szło, chociaż jakby rgr trochę "pograł", to może by i poległ. W każdym razie powiedział 3 kier, skontrowane na zbiegu i trzy pasy. Nie był to sukces, gdyż Reese dostawił:

 

AWx

xxx

Kx

AKWxx

Osobiście wszedłbym z tą kartą 3nt, co też zostałoby skontrowane i prawdopodobnie 500. A tak stanęło 1400. My na drugim stole też graliśmy w kiery, ale poziom niżej, gdy Jacek wszedł na starych po 1nt przeciwnika. Jakoś nie otworzyłem 3 karo w kartę:

 

98

KD9

D107532

95

W tym rozdaniu ujawniła się druga przyczyna naszej porażki – kompletny brak farta. Mimo tych wszystkich historii po dwóch składkach przegrywaliśmy z dziesięciu i mieliśmy grać w składzie zawodowym, więc nie wyglądało to źle. Niestety w trzecim secie dopadło nas jakieś fatum. Zagraliśmy szlemika na impasie – nie poszedł (była jeszcze duża szansa na przymus, na który Jacek ostatecznie zagrał, ale też nie zaistniała). Potem gości wyblefowaliśmy. Mieli 26 pc i nie byli w licytacji – graliśmy 4 kier w korzystnych bez trzech za 150. Co z tego, skoro im nic nie szło i 3nt Rafała z Wojtkiem nie zakończyło się sukcesem. Jedna ich para grały słabym bez atu. Dwa razy otwierali kolorem i ostatecznie grali częściówki na dużej liczbie punktów. U nas dwa razy padło 1nt i w konsekwencji graliśmy firmówkę, ale nie szła. Zagraliśmy przyzwoitą końcówkę, ale atuty się lekko nie podzieliły, kontra i bez dwóch za 500. Na drugim stole 3 kier. I tak w tym stylu. Grałem też inną końcówkę kierową po jednostronnej licytacji.

W stole:

 

2

KW7

K4

W1097642

W ręce:

 

AKD7

A8653

1098

3

Wist w waleta pik, z prawej dziewiątka "łukiem". As karo był z grubsza umiejscowiony, ale na razie z braku lepszych pomysłów musiałem zagrać trefla – małe, małe, ósemka. Odwrót w pika. Jak to grać? Na przebitki za nic nie mogłem się doliczyć dziesięciu lew. Wyrabianie trefli z impasem kier też bez sukcesu, bo braknie komunikacji. Zdecydowałem się na sztuczkę. Pika przebiłem, trefla przebiłem, as kier, król pik (żeby zabrać odejście), kier do króla i trefl przebity. Jeśli ten z prawej miałby trzy atuty, to już ich mam – za chwilę go wpuszczę kierem i voila. Oczywiście trzy atuty miał ten z lewej, więc w konsekwencji bez dwóch. Ten z prawej miał skład 3262. Wygrać chyba nie mogłem, przynajmniej do tej pory tego nie dostrzegłem. Mała poprawka – nie pamiętam czy w dublu karo były blotki, czy walet. Jeśli walet, to można było wygrać, ale po raczej mało realnej rozgrywce – pika przebić, damę kier w przelocie zaimpasować i potem zagrać dychę karo w koło..

Oczywiście to nie było tak, że zagraliśmy perfekcyjnie, a źli Brazylijczycy mieli tylko dużo szczęścia. Zawsze każdy ma coś za uszami, co nie zmienia faktu, że Św. Piatnik nam nie sprzyjał. Teraz zostały nam znowu boczniaki, a w weekend też dosyć ważny swiss. Dziś jest tylko jakiś compact knockout. Ponieważ ostatnio grali R&W, to dziś nasza kolej.

W mieście było wczoraj w miarę spokojnie. Przypominam, że był dzień Św. Patryka. Po tym co widziałem wcześniej, spodziewałem się ogromnej fety, a wyglądało to relatywnie skromnie. U nas też chęci na imprezowanie specjalnej nie było, co po przegranym meczu raczej nie dziwi. Jeśli chodzi o brydża, to na razie pozostaje nam kibicowanie kolegom, którzy zostali w turnieju i za nich teraz proszę trzymać kciuki.