Tel Aviv częściowo zdobyty.

Najwyższa pora coś napisać. Zagraliśmy mecz ligowy o wejście do czwórki na AZS Wrocław, ale zostaliśmy zmasakrowani. Nie ma specjalnie o czym pisać. Jedyny plus był taki, że byliśmy gośćmi, więc graliśmy we Wrocławiu i miałem blisko. Tydzień później był kongres weekendowy w Szczyrku, ale też za bardzo nie zaistnieliśmy na wynikach. Jedno rozdanie było ciekawe. W turnieju na impy w trzeciej sesji kibicowały nam dwie urodziwe juniorki – Ola i Ania. Ania bardzo chciała ze mną zagrać jedną rundę. Szans na wielki wynik nie było – zostały trzy rundy, a my byliśmy na minusie, więc Rysiek (mój partner Ryszard Jaśkiewicz) się zgodził. No i poszło. Obie po z pierwszej ręki dostałem:

 

87

-

KDW10854

W983

Otworzyłem 3 karo. Karta była bliska 4 karo, ale nie chciałem judzić juniorki. Z lewej trzy kier, Ania kontra. Taka kontra kończy licytację. Kartę co prawda miałem ciut niestandardową, ale partnerka może mieć pięć dobrych atutów. Uniknąłem jednak tej decyzji, gdyż z prawej padło 4 kier. Dwa pasy i ponowna kontra zakończyła licytację. Wist w jakiegoś czarnego asa i w stole

wyłożył się piąty walet atu(!), ale poza tym 332. Okazało się, że wejście po partii na poziomie trzech nastąpiło z AKDxx w kierach i 332 bokiem, czyli wszystkiego 9pc. Na kontrę zdolna juniorka miała:

 

AKD93

1097

9

AK65

Im się te kolorki dzieliły, więc wzięło się 800. Nam co prawda nawet szedł szlemik, ale praktycznie nie do zagrania. Po tym rozdaniu worek z impami się rozwiązał i skończyliśmy na +32. Wiele to wszystko nie dało, ale zawsze to przyjemniej.

 

W dniach 20 – 26 lutego w Tel Avivie odbył się kolejny międzynarodowy festiwal brydżowy. Do tradycji należy już fakt zapraszania przez organizatorów kilku par z Polski. Pokrywają koszty hotelu ze śniadaniem (znakomite!) i wpisowe, więc trzeba tylko jakoś dolecieć i coś zjeść. W tym roku padło między innymi na naszą czwórkę, czyli Justynę Żmudę z Michałem Klukowskim i Kasię Dufrat ze mną. Jako że Izrael niewątpliwie jest miejscem ciekawym, to postanowiliśmy polecieć dwa dni wcześniej, by mieć okazję coś zobaczyć. Hotel mieliśmy dopiero od 20 lutego, więc na te dwa dni wynajęliśmy sobie apartament. Mieszkanko bardzo przyjemne, ale raczej przystosowane do wyższych temperatur. W ogóle Tel Aviv okazał się gościnny tylko częściowo. Brydżowo nieźle – wygraliśmy trzy turnieje – pierwsze dwa – teamy mikstowe i z Michałem impy, a później jeszcze teamy BAM. W pozostałych wyniki bez szału, ale też bez blamażu, ale do brydża jeszcze wrócę. Niegościnnie zostaliśmy potraktowani przez warunki pogodowe. Co prawda widzieliśmy prognozy i nie spodziewaliśmy się cudów, mimo że czasem w lutym w Tel Avivie można się opalać, ale to co zastaliśmy lekko nas zdziwiło. Ulewy, wichury i zimnica. Dzień po przylocie wybraliśmy się na wycieczkę. O 7:15 rano zameldowaliśmy się w punkcie zbiórki i pojechaliśmy autokarem nad Morze Martwe i do Massady – dawnej twiedzy Heroda Wielkiego. Miejsce bardzo ciekawe – swego czasu była to niezdobyta twierdza, wybudowana na szczycie góry. Zastosowano tam też dużo nowoczesnych jak na tamte czasy rozwiązań, dotyczących np. zapewnienia dostępu do wody pitnej. Massada została zdobyta dopiero kilkaset lat później przez Rzymian. W tym celu przez jedenaście miesięcy rękami tysięcy niewolników usypywali wielki kopiec z ziemi i kamieni, żeby zniwelować różnicę gruntów. Można rzec, że mieli rozmach. W Morzu Martwym nawet udało nam się wykąpać, mimo dosyć niskiej temperatury. Bardzo ciekawe to uczucie, bo można po prostu położyć sie na wodzie i sobie dryfować – z powodu ogromnego zasolenia wyporność wody jest bardzo duża. Niestety Morze Martwe zmniejsza się z roku na rok w dosyć dużym tempie, więc istnieje niebezpieczeństwo, że za kilkadziesiąt lat zniknie całkowicie, ale wprowadzane są już programy ratunkowe. Nasza wycieczka musiała zostać nieco skrócona. Przewodnik od rana był w dużym stresie i wszystkim powtarzał, że jeśli w Jerozolimie (przez którą musieliśmy jechać) spadnie śnieg, to zamkną wszystkie drogi. Śnieg nie spadł i bez problemów wróciliśmy do Tel Avivu. Pomysł śniegu w Jerozolimie wydawał nam się z lekka abstrakcyjny, ale że to jak najbardziej możliwe przekonaliśmy się już parę dni później. Brydż zaczynał się przeważnie o godzinie 15, więc rano mieliśmy jeszcze trochę czasu, żeby coś zobaczyć. Parę dni później wybraliśmy się więc na wycieczkę do Jerozolimy. Większość już zdążyła się stopić, ale faktycznie na poboczu leżały bryły śniegu. Jerozolima – święte miejsce kilku wielkich religii, wielki tygiel kulturowy i religijny. Zwiedzania przynajmniej na tydzień, a my mieliśmy tylko pół dnia, więc na szybko przeszliśmy przez kilka najważniejszych miejsc. Najkrócej jak się da: robi ogromne wrażenie. Gołym okiem widać parę tysięcy lat historii.

Wracamy na boisko. Kilka rozdań z par mikstowych. Gra z zawodnikiem z fantazją momentami nie należy do łatwych. Od czasu do czasu pojawiają się zagadki. Jednak Kasia radziła sobie doskonale z zastawianymi przeze mnie pułapkami.

 

W9x

xx

Kxxx

xxxx

Obie przed, poszło:

 

W

ja

E

Kasia

 

 

pas

pas

1 trefl

1 pik

2 nt

pas

pas

kontra(!)

pas

3 pik

3nt

pas

pas

pas

O co chodziło? Przeciwnicy powiedzieli, że mają przewagę siły, a ja pcham się na poziom trzech. Na pewno wymaga to niezłego składu, prawie pewny jest renons trefl, więc Kasia po prostu zgłosiła fit. Pani poprawiła się w 3nt, a że całe rozdanie wyglądało tak:

 

 

K10876

 

 

AK9x

 

 

A1098

 

 

-

 

xx

N

W E

S

ADx

Dxxx

W10x

x

DWxx

AKDxxx

W10x

 

W9x

 

 

xx

 

 

Kxxx

 

 

xxxx

 

To po wiście pikowym mogli uzbierać tylko osiem lew. +50 było całkiem niezłym zapisem. Drugie rozdanie było jeszcze ciekawsze.

 

 

D10x

109xx

AD

AKWx

Znowu obie przed.

 

W

ja

E

Kasia

 

 

1 pik

1nt

pas

pas

2 karo

pas

3 karo

3 pik(!?)

pas

?

 

 

 

 

O co chodzi temu furiatowi z przeciwka? Najpierw pasuje na bez atu, a teraz nagle licytuje kolor przeciwnika na poziomie trzech. Teoretycznie mogłem mieć nawet piki w rozdaniu, gdyż w naszym systemie nie miałem możliwości ich zgłoszenia na poziomie dwóch, jednak D10x czyniło tę wersję bardzo mało prawdobopodbną. Moja partnerka doszła do wniosku, że muszę mieć na taką akcję dosyć krótkie kara, jakieś trefle, zatrzymanie pik i kilka punktów i najwyraźniej uwierzyłem przeciwnikom, że mają dziewięć kar i probuję zagrać w trefle albo nawet w bez atu, jeśli ma odpowiednią kartę. A karta była jak najbardziej odpowiednia do 3 bez atu. Jeszcze tylko kontra na zbiegu i jedziemy. Wist karowy, a że wyłożyłem:

 

Kxxx

Dx

xx

D9xxx

To nie było problemu z uzbieraniem dziewięciu lew. +550 i jak to mówią – bez reszty. Również bez reszty przeciwnicy wyszli w rozdaniu następującym. Tym razem obyło się bez zagadek.

Mieliśmy:

 

-

DWxxx

Axx

AKD10x

Do

 

AK9xxx

AKx

W

W9x

I zmontowaliśmy sekwencję następującą:

 

W

ja

E

Kasia

 

1 kier

pas

1 pik

pas

3 trefl

3 karo

3 kier

pas

3 pik

pas

4nt

pas

5 nt

pas

6 trefl

 

pas

7 trefl

pas

7 nt

pas

pas

pas

 

Prosto i w miarę naturalnie.

Niestety drugą sesję mikstów osobiście zagrałem bardzo źle i zniweczyłem nasze wysiłki. Jeśli chodzi o pogodę, to po paru pierwszych dniach zaczęło się robić lepiej, a parę ostatnich było naprawdę gorących. Idealny był wtorek, bo już było dosyć ładnie, a jeszcze wygraliśmy BAMy. Potem pogoda była super, ale wyniki już nie takie dobre.

Podsumowując, był to bardzo przyjemnie spędzony tydzień. Izrael jest co prawda dosyć drogi. Nagrody relatywnie mizerne – mimo kilku sukcesów i zaproszenia, dzięki któremu spora część kosztów odeszła, wyjazd mimo wszystko na lekkim minusie. No ale w takim miejscu raczej nie o to chodzi. Poza tym organizacyjnie momentami lekko kulało, głównie w turniejach teamów. Organizatorzy uparli się, żeby grać bez opóźnienia, tylko według bieżących wyników, więc rozstawianie co rundę zajmowało mnóstwo czasu. Mimo tych drobnych niedociągnięć, mogę z czystym sumieniem polecić ten festiwal. Ja za rok się wybieram, jeśli tylko będzie taka możliwość.