Spingold w Chicago

 

Trwa spingold. Na razie idzie nieźle. Jesteśmy w ósemce. Rundę wstępną przeszliśmy bez problemu, więc pół dnia było wolnego. Później graliśmy na czterech Amerykanów. Panowie grali całkiem przyzwoicie, ale po trzech ćwiartkach było +31 i wydawało się, że kontrolujemy sytuację. Niestety w ostatniej składce zafundowaliśmy sobie prawdziwy horror. Przegrana końcówka, dwie głupoty w strefie szlemowej, w dodatku panowie grali generalnie celnie. Na szczęście w przelocie wypuścili nam szlemika i jednego zrolowali, więc ostatecznie wygraliśmy dwoma impami. Uff. W round of 32 już czaił się Nickell. Zostaliśmy rozstawieni z nr 31, więc już w drugiej rundzie musieliśmy grać na turniejową dwójkę. Pierwotnie mieliśmy 32 co oznaczało mecz na jedynkę, która teoretycznie jest sporo słabsza, ale nas przesunęli. Pierwszą ćwiartkę nasi koledzy wygrali trzema impami. W drugiej zrobiliśmy lekki pasztet ze sponsora i zrobiło się +44. Jakiś zapas był, ale było wiadomo, że po obiedzie rzucą się do odrabiania strat. Ostatnie dwie piętnastki my graliśmy na Meckwelli, a chłopaki na Levina z Weinsteinem. U nas gryźli stół straszliwie. Mieliśmy po jednym słabym rozdaniu na obu stołach – wypuszczone końcówki. Na szczęście zbiegło się to w jednym rozdaniu, więc była tylko jedna duża strata. Poza tym set był w miarę płaski i przegraliśmy go dziewięcioma punktami. Zostalo 35. Ostatni segment gramy na bbo. Zaczyna się ciekawie. Jesteśmy w niekorzystnych, ja mam:

 

 

 

D10x

A

AKxx

AKDWx

 

Partner pasuje, a z prawej 1 bez atu! Grają 14-16. Różne rzeczy zaczęły mi chodzić po głowie. Przede wszystkim czy możliwe, że na wstępie zajeżdżają? Raczej nie ta para i nie ta pozycja. Nasza kontra w tej pozycji jest konwencyjna, poza tym polowanie w niekorzystnych wydaje się średnim pomysłem. Ostatecznie zdecydowałem się na 3 bez atu. Mówią, że po bez atu nie ma trzech, ale co robić. Osiem lew miałem, może partner coś dołoży. Teraz Jacek stanął przed decyzją, bo miał:

 

 

 

xxxx

W10987xx

D

x

 

W końcu zdyscyplinowanie spasował. Po pikowym proste 10 lew. No drugim stole po otwarciu trefl (bez atu było na 13 pc) zagrali 4 kier. Co z tego, skoro mariasz kier był secowy. Swoja gra i kwit. Tu mieliśmy pecha. Ale potem było więcej farta, bo przeciwnikom nie poszły dwa szlemiki – jeden bardzo przyzwoity i jeden taki sobie. Nam udało się obu uniknąć. Na deser w ostatnim rozdaniu kontruję częściówkę karową (dobrze), bo wydaje mi się, że mam obkład w ręce (dobrze). Faktycznie było bez trzech za 500, ale trochę mi wisty nie wyszły i było swoje (źle). Na szczęście nie miało to już żadnego znaczenia – wygraliśmy prawie pięćdziesięcioma impami. Muszę powiedzieć, że grało się bardzo przyjemnie i w przyjaznej atmosferze. Nasi przeciwnicy znani są z tego, że nie zawsze zachowują się perfekcyjnie. Często starają się wywierać presję itp. Wszystko to jest na pewno legalne, ale bywają nieprzyjemni. Tym razem był pełen Wersal. Rewelacja. Dzisiaj potykaliśmy się z teamem chińskim. Grali całkiem przyzwoicie. W tej fazie już raczej nie ma kelnerów. Udało nam się przegrać trzy sety z czterech, na szczęście drugi wygraliśmy 67 do 6, oczywiście grając ze sponsorem.. Cały mecz wygraliśmy dosyć wyraźnie. Jutro kolejny team chiński – tym razem reprezentacja open. Grywaliśmy już przeciwko nim i boje były przeważnie wyrównane. Na pewno w ósemce mogliśmy trafić gorzej, ale spacerek to nie będzie. Jutro nowość – gra się drugi dzień w tym samym miejscu. Do tej pory cztery dni grało się w czterech różnych lokalizacjach. Dzisiaj dodatkowo zmienili godzinę rozpoczęcia. Pierwszy sukces każdego dnia to skuteczne dotarcie na plac boju. Jutro czas i miejsce to samo, więc będzie prościej. Obyśmy trafili i oby nie był to jedyny nasz sukces tego dnia. W dzisiejszym biuletynie ciekawostka. Odnotowuje się tutaj wszystkie porażki faworytów, więc przegrana Nickella oczywiście została opisana. Nasza drużyna została przedstawiona jako Stan Tulin z partnerem, dwie polskie gwiazdy (two polish stars) – to niby o nas i jakaś tam losowa para z Izraela. Jakby ktoś nie wiedział, to chłopaki są aktualnymi drużynowymi mistrzami Europy, byłymi mistrzami świata transnational i jeszcze parę innych niezłych wyników mieli, a obaj nie mają jeszcze trzydziestu lat. Może jak jutro dobrze pójdzie i dojdziemy przynajmniej do półfinału, to też zapracują na status gwiazd.