Przed GPPP

Już jutro rozpoczyna się Finał Grand Prix Polski Par 2014. Podobnie jak bylo w teamach - odbył się cykl turniejów kwalifikacyjnych – tu było ich 14. Siedem najlepszych rezultatów danego zawodnika składało się na jego wynik w punktacji długofalowej. 24 najlepszych mogło sobie dobrać partnera i ta pula tworzy finał. Dawniej parowało się dużo zestawień z czołówki. Od kilku lat tendencja jest taka, że zawodnicy dobierają sobie partnerów z dalszych miejsc. W tym roku z zawodników uprawnionych utworzyły się raptem cztery pary, więc ostatni zakwalifikował sie zawodnik z nr 28 (ten Walec to zawsze ma fart). Wnioski na temat przyczyn tej tendencji każdy może wyciągnąć sam.

Rok temu poszło nam z Jackiem znakomicie. Można rzec, że rozbiliśmy bank. Co prawda nieśmiało można było nas typować jako jednych z faworytów turnieju, ale tego, że mój partner na mecie zamelduje się drugi, raczej nikt się nie spodziewał. Otóż Dżej Dżej (jak go czasem nazywam, gdyż w USA notorycznie jest wpisywany na wynikach jako Jacek Jerzy) po eliminacjach zajmował znakomite miejsce bodajże 196. Wynikało to z tego, że zagrał tylko sześć turniejow eliminacyjnych, a liczyło się osiem. Carry over w finale jest umiarkowane i różnice między miejscem pierwszym, a dwudziestym którymś są zwykle niewielkie, ale w tym przypadku strata była ogromna. W tym roku nie będzie nam łatwo powtórzyć tego rezultatu, a przynajmniej nie obydwu, gdyż nie gramy razem (ale zarówno nasi partnerzy, jak i my samodzielnie uzyskaliśmy kwalifikacje). Tanio jednak skóry nie sprzedamy i będziemy walczyć jak lwy.

W minionym tygodniu pograłem sobie trochę w brydżyka mniej poważnego. Było parę ciekawych zdarzeń. W jednym z rozdań można się było wykazać rozgrywką. Drobny przerost ambicji doprowadził nas do kontraktu 5 pik z kartami:

 

W62

A

AKD974

963

w stole do:

 

KD543

KD1084

W2

5

 

Zawodnik z prawej zdążył w licytacji wskazać jakieś trefle za pomocą kontry wistowej na trzy trefl. Wist w waleta trefl, przejęty damą i as. Przebiliśmy i trzeba to jakoś grać. W kolorze atutowym układ, przy którym możemy mieć wpływ na liczbę oddanych lew, to singlowy as u któregoś z przeciwników. Po licytacji nieco lepszym kandydatem jest ten z prawej, bo ma dłuższe trefle. Co prawda po wzięciu tym asem skróci nas znowu treflami, więc ten z lewej zostatnie ewentualnie z trzema atutami, a nam zostaną tylko po dwa. Jednak próba wyrzucenia trefla ze stołu na kiera, a następnie pik ze stołu, to już straszna ekwilibrystyka. Za chwilę coś nam spromują albo przebiją, okaże się, że atuty się dzieliły i kolejna czapa zrolowana. Poza tym kiełkuje nam w głowie plan poradzenia sobie z dłuższymi atutami tego z lewej. Na razie więc w miarę normalnie kier do asa i pik. Z prawej as(!), z lewej siódemka. I oczywiście trefl. Przebiliśmy małym – nierealne jest, by przeciwnik miał siedem trefli AKD i asa, z lewej dołożył. Wygląda, że as pik rzeczywiście może być singlowy. Wskoczenie drugim lub trzecim to jednak wysoce nienaturalne zagranie. Poza tym z lewej dołożył najmniejszego pika. Co prawda wątła to przesłanka, ale ludzie lubią dokładać ilościówki. No ale co z tym fantem zrobić. Otóż da się! Wystarczy, że lewy obsłuży odpowiednią ilość kart w czerwonych kolorach. Gramy karo do asa i karo do waleta. Obaj dołożyli. Potem króla i damę kier (dlaczego w takiej kolejności, to już zostawiam do samodzielnej analizy, ale rozpoczęcie od kar jest lepsze od rozpoczęcia od kierów o jeden, co prawda mało realny, układ, a kiery przewagi nie mają, można sprawdzić) – znowu obaj dołożyli. W końcówce mamy W6 – Dx – do KD 10x - -. Gramy kiera i ten z lewej zaczyna sapać. Widać już, że jego układ, to 4324 lub 4333. Jest jednak bezradny, bo jeśli się nie podbije, to weźmiemy cztery atutowe, a jak się podbije, to nadbijamy waletem i mamy dobrą rękę. Brawo, wspaniale, oklaski, biuletyn! Niestety rzeczywistość znowu była okrutna. Co prawda atuty dzieliły się tak jak założyłem, ale drugie karo mi przebili..

Teraz ciekawy problem licytacyjny. Co należy powiedzieć z:

 

?

To nie żaden chochlik wykasował obrazki. Taką rękę dostał mój partner, tzn przyszło rozdanie, ale karty znajdowały się tylko w trzech przegródkach, jego była całkiem pusta. Po przeliczeniu okazało się, że nie zostaliśmy "obdzieleni" – każdy miał po 13. Zawołany sędzia rozpoczął poszukiwania. Szukał w palcie i w surducie, nie to nie ta bajka, ale w każdym razie szukał. W końcu znalazł między karteczkami licytacyjnymi w bidding boxie na stole, na którym rozdanie było grane w poprzedniej rundzie.

Jutro raczej takie historie się nie zdarzą. Mam też nadzieję, że nie będą mi nic przebijać i co najmniej pogramy do niedzieli. W sobotę po południu ośmiu najsłabszych po dotychczasowych gierkach zawodników zostanie oddelegowanych do domu. Co prawda nie mam bardzo daleko, ale wolałbym zostać. Właśnie, miejsce gry. Gra się w dosyć nowym wrocławskim hotelu Huston. Miejsce ponoć znakomite, nie byłem, ale słyszałem same pochlebne opinie. Właściciel jest ponoć skłonny do długofalowej współpracy. Dużym plusem jest lokalizacja obiektu – z Warszawy, Katowic i dalej na wschód autostradą, z Poznania co prawda autostrady nie ma, ale jest przy wlotówce do miasta. Wygląda, że najgorszy dojazd mam ja, co jednak w pewnym stopniu może mi zrekompensować fakt, że mam do przejechania jakieś siedem kilometrów.

Pojawiła się możliwość umieszczania komentarzy pod blogiem. Można już napisać, co się myśli o tej mojej "twórczości". Doszły mnie słuchy, że komuś się podoba, ale nie uwierzę, póki nie zobaczę. Żeby skomentować, wystarczy się zalogować na stronie, odnaleźć interesujący nas wpis i już.