Po Olimpiadzie

Tak jak zapowiadałem, w sierpniu praktycznie nie graliśmy w brydża. Do Olimpiady przystąpiliśmy więc wypoczęci i pełni energii z nadziejami na dobry wynik. Zaczęło się dobrze. Pierwszego dnia bierzemy 50 vp z 60 możliwych. Przeciwnicy co prawda słabi, ale to niezły prognostyk. Później też jest nieźle. Ponieważ wszystko działa, to nic nie zmieniamy i gramy drugi i trzeci mecz każdego dnia, Marcin z Krzyśkiem pierwszy i trzeci, a Piotr z Michałem pierwszy i drugi. Całe round robin gramy dobrze i gierka się klei (z wyjątkiem mniej istotnego meczu na Bośnię i Hercegowinę, gdzie popełniamy parę prostych błędów), praktycznie nie ma świrów. Trzeba jednak przyznać, że przeciwnicy nie stawiają nam poprzeczki zbyt wysoko, większość gra po prostu słabo. Nawet Zia spasował na cue bid. A jak to się stało? Obie przed, po dwóch pasach Jacek otworzył 3 kier. Z prawej 4 karo, a ja dostałem:

 

D9843

A32

W32

W6

Stwierdziłem, że nie będę się w to mieszał, ten z lewej jest po pasie, więc szlemika mi raczej nie zagrają, a tylko mogę postawić. Z lewej 4 kier, z prawej 4 pik (niedobrze, trzeba jednak było licytować), ale to już zakończyło wymianę informacji, bo Zia spasował. Oczywiście nie był to ten słynny Zia Mahmood, tylko inny Zia, gdyż graliśmy akurat na Pakistan, gdzie jest to całkiem popularne imię. Dodatkowo złośliwie wyszedłem im w karo i partner przebił, ale nie miało to większego znaczenia. Bez trzech. Na drugim stole nasi wygrali szlemika w kara, który z góry nie był, ale szedł. Fazę grupową kończymy z butlerem 1,25, co jest mimo wszystko niezłym wynikiem. Koledzy z drużyny mieli trochę mniej, ale mecze tak się ułożyły, że grali na wszystkich "kojarzących" przeciwników.

Naszą grupę wygrywamy, ale liczy się też liczba zdobytych vp, a dokładniej średnia bo w niektórych grupach był bye. Ma to wpływ na kolejność wybierania sobie przeciwników w 1/8 finału. Można wybierać drużyny z miejsc 4-5, a także z miejsca trzeciego z najgorszym bilansem, ale nie można wziąć tych ze swojej grupy. Wyprzedza nas jedynie Francja, więc wybieramy jako drudzy. Dla nas wybór jest oczywisty – Szwajcaria. Francuzi byli z nimi w grupie, więc nie mogą. Nazwiska w drużynie jak zwykle szwajcarskie – Nikolenkov, Magnusson, Piedra oraz Igła. Tak, tak, ten Igła Bartosz ze Skawiny, nasz kolega z juniorów. Chłopaki nie spodziewali się, że tak im dobrze pójdzie i awansują do play off. Jest piątek, a oni wstępnie mieli zaplanowaną na weekend wycieczkę po Krakowie, powrót w niedzielę wieczorem, a w poniedziałek o 7 do pracy. Wycieczkę oczywiście odwołali, a jakby nas ograli, to i urlop by się przedłużyło, ale poza tym grali cały czas w czwórkę, nie są zawodowcami, więc powinni być podmęczeni. Poza tym w razie czego mamy u nich swojego człowieka (to oczywiście żart). I rzeczywiście parę zagrań w tym meczu mogło wynikać tylko ze zmęczenia. Mimo że u nas też były spore rezerwy, to w sobotę wieczorem było +100. W niedzielę miało się grać wieczorem jeszcze dwie składki, ale nasi przeciwnicy stwierdzili, że dadzą nam wolne.

Wcześniej sędziowie z Włoch usiłowali ustawić dalszą drabinkę. Wstępnie wpadli na znakomity pomysł, że drużyny z jednej grupy nie mogą na siebie trafić w ćwierćfinale, ale w pewnym momencie ktoś przytomny zauważył, że to niemożliwe, bo przecież wszystkie pięć drużyn może wygrać swoje mecze. Bravissimo!

W ćwierćfinale czekają na nas Szwedzi, którzy gładko ograli Japonię. Są w takim samym składzie jak na Bermuda Bowl, my też, więc jest to powtórka finału. Szkoda, że tak wcześnie. Tymczasem w drugiej części tabeli sensacje! Francja przegrywa z Nową Zelandią, USA z Hiszpanią, a Włochy z Kanadą. Z faworytów tylko Monako masakruje Austrię i wygląda, że ma prościutką drogę do finału. Dla nas można powiedzieć, że turniej praktycznie się zaczyna, bo wcześniej grało się łatwo i przyjemnie. Trzecia para szwedzka na szczęście odstaje od kolegów, a również jedna z ich par czołgowych nie jest w optymalnej formie. Niestety pierwszego dnia ci trzeci przez dwie składki nie chcą nic postawić i jeszcze wszystko trafiają. Na szczęście drugiego dnia rano dają ognia i prowadzimy. W przedostatniej nie siedzi nam strefa szlemowa. W pierwszym rozdaniu trochę idę bykiem i gram szlemika na atutach K109x do Wxxxx. Gram do dychy i bez jednej. Trzeba było do króla. Potem gramy niezłe 6 trefl, ale atuty 4-1 i znowu trzeba leżeć. Kolejnego granicznego szlemika nie gramy, a ten z kolei szedł. Wreszcie w przedostatnim rozdaniu z pełną świadomością wciskam 6 trefl na siedmiu atutach. Znowu dzielą się 5-1, nasz drugi kolor 6-0, ale na szczęście Szwed wychodzi do przebitki, potem dwa impasy się udają i swoje. Przed ostatnią składką mamy 15 zapasu. Tutaj na nasze szczęście jeden ze szwedzkich zawodowców wykonuje parę nie najmocniejszych zagrań i wygrywamy w miarę bezpiecznie 23 impami. W półfinale Holandia, która rozjechała Anglię, z czego jestem raczej zadowolony, bo co prawda Holendrzy mają moim zdaniem lepszą drużynę, ale przynajmniej będzie się przyjemnie grało, bo to wszystko nasi koledzy, czego o Anglikach do końca powiedzieć nie można. W drugim półfinale Monaco z Hiszpanią, która gra rewelacyjny turniej. Na półmetku sensacja – Hiszpanie prowadzą prawie 50 punktami. Jednak rano Monaco odbija wszystko z nawiązką. Niestety jeden z Hiszpanów wyraźnie nie wytrzymał ciśnienia i przyjął taktykę pasowania na bez atu partnera, co nie było dobre, bo nie dograli paru prostych końcówek. Potem jednak wzięli się w garść i na dwa rozdania przed końcem Monaco prowadziło tylko jednym impem. W tym rozdaniu sponsor Monaco gra 3 kier z kontrą w niekorzystnych. Przeciwnikom wychodzi końcówka za 420. Kontrakt jest bez jednej za 200, ale jak się wziął za rozgrywkę, to już było 800. Niestety w końcówce jeden z "naszych" Hiszpanów z Rzeszowa wykonuje niewytłumaczalne zagranie i wraca do bez jednej. Poza tym grali cały czas bardzo dobrze, ale pewnie to zagranie będzie mu się śniło po nocach. Monaco w finale. U nas było ciężko. Holendrzy zagrali bardzo dobrze i celnie. Podam przykład.

 

W10

AW9x

Axxxx

10x

Z prawej bez atu, z lewej transfer na piki i trzy do kasy. Trzeba wistować. Prawie wszyscy testowani wychodzili w karo. 11 lew. Holender wyszedł w kiera i obłożył. Oczywiście nigdy nie jest tak, że w długim meczu gra się bezbłędnie, więc gdybyśmy wznieśli się na wyżyny, to byśmy ich ograli, ale łatwo nie było. Po prostu tego dnia byli lepsi. Po czterech składkach było -60, potem próbowaliśmy odrabiać, ale nic to nie dało i jeszcze trochę dołożyli. Pozostało walczyć o brązowy medal. Na papierze jesteśmy lepszą drużyną, ale Hiszpanie pokazali się z dobrej strony i o mały włos graliby w finale. Gramy tylko trzy szesnastki. Gra z obu stron raczej do wybitnych nie należy, parę razy tracimy prowadzenie, ale do ostatniej części przystępujemy z wynikiem +16. W rozdaniu nr 31 wygrywam niemożliwą końcówkę, bo Hiszpan kompletnie odpływa i zamiast trzymać fortę w jednym kolorze, zostawia sobie nieistotną kartę w innym. Widać, że są już zmęczeni. W ostatniej części w pierwszych trzech rozdaniach stawiają nam dwa grubasy i wygląda, że będzie dobrze. Ale potem ten sam zawodnik wpada w jakiś szał bojowy i rozdanie po rozdaniu zaczynają nas młócić. Wszystko licytują i wygrywają, parę razy bo niezbyt szczęśliwych i celnych wistach. Poza tym przegrywamy szlemika, i generalnie zaczyna się robić nerwowo. Na szczęście pod koniec ciut odpuszczają, nasi mają niezły stół i udaje się wygrać dziesięcioma impami (w kontrolce jest 13, bo był błąd w zapisie, ale nie wiem czemu tak jest, bo został poprawiony). Udaje się zdobyć medal, co wbrew niektórym opiniom jest niewątpliwym sukcesem, zwłaszcza po "niezbyt udanym" występie w Budapeszcie. Poziom gry naprawdę się ostatnio wyrównał (wielu twierdzi, że w dół, może i mają trochę racji, ale myślę też, że część złych zagrań wynika z większej niepewności spowodowanej większą agresją w licytacji) i co prawda byliśmy przed imprezą jednym z kandydatów do medali, ale takich drużyn było kilkanaście. Ja w każdym razie jestem z wyniku zadowolony. W finale wygrała Holandia. Po tym co pokazali na nas spodziewałem się ich łatwego zwycięstwa, co nie miało miejsca. Monaco przez większą część meczu trzymało się blisko, ale jednak zwycięstwo było w miarę wyraźne. Nasze pozostałe drużyny niestety bez medali. Nieco zawiedli seniorzy, którzy odpadli w szesnastce ze średnią Australią, ale nie można od nich wymagać przywożenia medali z każdej imprezy. I tak "przebieg" mają znakomity, zdaje się 7 na 9. W ćwierćfinale i tak czekało na nich pancerne USA i byłoby ciężko. Blisko szczęścia były nasze panie, które przegrały w ćwierćfinale z Francją 13 impami. Zabrakło jednego dobrego rozdania. A szkoda, bo w półfinale sensacyjnie czekała Szkocja, która na pewno była do ogrania. Jednak znowu pokazały, że trzymają się w szerokiej czołówce i na pewno w końcu zaczną wygrywać. Co prawda na podium i tak zostały poproszone, gdyż pani Włoszce, która przygotowywała listy medalistów, coś nie do końca poszło i zamiast Chinek prowadzący zaczął wyczytywać nasze. Nasz kolega Bolek po nieudanym rozdaniu zwykł używać jednego z dwóch słów: nieporozumienie i kompromitacja. Myślę, że tutaj pasuje to drugie.