Jest zwycięstwo!

        No i udało się wygrać turniej. Ale po kolei. Weszliśmy na plac boju. Zaczęliśmy z grubej rury. W najpierwszym rozdaniu udaliśmy się w obronę. Obaj byliśmy w korzystnych założeniach i niestety obaj wzięliśmy to pod uwagę podczas licytacji. Ale o tym za chwilę. Dzień wcześniej pod wieczór przeszedłem się na salę gry zobaczyć jak tam idzie seniorom. W USA z tymi seniorami to jest ciekawa sprawa, bo zaczynają się już od 55 roku życia, co w połączeniu ze strukturą wiekową ACBL daje około 90% seniorów w związku. Jest też kategoria super – senior od 70 lat wzwyż. Tych jest raptem może koło połowy. Mimo to frekwencja taka sobie – niecałe 30 teamów. Przejście koło sali wywołuje wrażenie, że to mistrzostwa Polski. W mniej więcej połowie teamów nasi. Szło im różnie. Ostatecznie w finale gra drużyna Balickiego ze Żmudzińskim na team Meckstrotha z Rodwellem. Nazwiska jakieś takie mało seniorowate. Ogólnie poziom zawodów wysoki. Gdy tylko pojawilem się w okolicy, poczęstowali mnie problemem licytacyjnym:

 

 

ADxxx

Kxxx

-

A10xx

 

Otwieramy 1 pik, a partner mówi 3 kier – inwit na kierach. Przy wymarzonej karcie może iść nawet szlem. Można użyć 5 karo jako blackwooda wyłączeniowego, lecz po pierwsze namierzamy przeciwnikom wist, po drugie szanse na szlema nie są jednak wielkie. Partner kartę miał świetną, bo:

 

x

ADWxxx

xxxx

Kx

 

Ale szlema defitywnie obkładał wist atutowy, bo piki były 5 -2 z długim królem za impasem, nie ustawiał się też żaden przymus. Przy stole padło praktyczne 6 kier i zostało zrealizowane.

 

        Fajnie się oglądało innych, ale w końcu sami musieliśmy usiąść do gry. Turniej teamów board a match, czyli punkt za rozdanie, czyli takie super maksy – porównujemy się tylko z zapisem z drugiego stołu i nie ma znaczenia, czy różnica wyniesie 10 punktów (w Ameryce "ten counts" – u nas czasem grywa się, że różnica 10 punktów zapisowych jest remisem), czy 7 tysięcy. Gra się w ciekawej formule – sesja 13x2 rozdania, jak zwykły turniej na maksy, a dopiero potem porównuje się wyniki. Dwie takie sesje w ciągu dnia. Turniej dwudniowy, do drugiego dnia awansuje z grubsza połowa. Carry over jakieś jest, ale nie jest bardzo duże.

       Jak już napomknąłem, zaczęliśmy od pójścia w obronę. Oni chcieli grać 4 kiery, my na to 4 piki(korzystne!), co zostało skontrowane. Umówmy się, że obaj niekoniecznie musieliśmy licytować – jeden miał wątpliwe wejście dwukolorówką, drugi miał fity i wyłączenia – we wszystkich czterech maściach.. W każdym razie były sobie te 4 piki i w pewnym momencie były już za 2 tysiące. Na szczęście wistujący się w pewnym momencie nie połapali i skończyło się na jedenastu pakach. I tak nie wyglądało to dobrze, ale na szczęście nasi zasunęli szlemika w kiery. Z góry nie był, ale poszedł, więc rozdanie wygrane. A właśnie, dobrze byłoby napisać kogo mieliśmy w teamie. Skład skądinąd znakomity – Burasa z Narkiewiczem i Gromova z Dubininem raczej przedstawiać nie trzeba. Później sesja szła nam raz lepiej, raz gorzej, ale generalnie nieźle. Niestety przyszedł ostatni stół. Graliśmy na dwie panie i mówiąc krótko przekombinowałem. Dostałem:

 

10xx

ADWxx

KWxx

x

 

Obie po partii, Jacek 1 trefl (3+), pani 1 pik, tu miałem pierwszy mały problem – na 2 kier karta ciut za duża i ze złej ręki, przydałyby się transfery, ale po piku niestety nie gramy, ostatecznie dałem kontrę. Partnej 1nt i piłka wróciła. Kiery dalej będą ze złej ręki, generalnie coś sobie zacząłem wyobrażać, że oddamy tyle, a tyle pików, karta pewnie niesfitowana, ogólny dramat. Ostatecznie spasowałem. 240. Karta partnera:

AW

109x

A10x

AW9xx

Na drugim stole inne panie lew wzięły mało, ale końcówkę zagrać jednak zdołały. Pełen obrót.

Do pary sekwencja była następująca:

 

W

N

E

S

pas

1♣

1♦

1♠

x

2♠

pas

pas

4♦

4♠

pas

pas

x

pas...

 

 

 

Pas S po 2♠ nastąpił po dwudziestosekundowym namyśle. Pani na N najpierw miała na 2♠, ale teraz nagle znalazła na 4. Wieńcząca kontra miała sens, ale kontrakt poszedł. Nasi na drugim stole wzięli nadróbkę. Zawołaliśmy sędziego jeszcze w czasie licytacji – zapisał co trzeba i powiedział, że decyzja będzie w czasie sesji wieczornej. Przyszliśmy na sesję wieczorną, spotkaliśmy rzeczonego sędziego, swoją drogą bardzo sympatyczny facet. Powiedział, że decyzja zapewne będzie, ale na razie nie może się skupić, bo wzięli do kolacji litr wina i musiał wypić większość z tego, bo kolega pić nie chciał.. Ostatecznie jednak zmienili na 4 karo bez dwóch, więc rozdanie wygrane i ostatecznie nasz wynik z sesji wyniósł 15,5 przy średniej 13. Dramatu nie ma, ale mogło być lepiej. Wieczorem gramy z Rosjanami – jest nieźle i zbieramy 17,5. W jednym z rozdań naszym kolegom udało się to, co my próbowaliśmy zrobić na wstępie. Postawili 2000 w obronie popartyjnych sześciu trefli. Pechowo my wygraliśmy szlemika w bez atu, więc znowu pełen obrót. Co ciekawe, mogliśmy ich przykryć w tym rozdaniu, co uświadomiłem sobie dopiero dzień później. Dostałem całkiem niezły przydział:

 

DW10x

AK

x

AK108xx

 

 

W

N

E

S

pas

1♣

pas

1♦

pas

2♠

pas

3♥

pas

3nt

pas

4♣

pas

4♦

pas

4nt

pas

5♥

pas

6nt

pas

pas

pas

 

 

1 karo było naturalne, 2 pik rewers, 3 kier czwarty kolor, 4 trefl uzgodnienie, itd. Ponieważ 3 trefl po 2 pik byłoby forsujące, to mogłem przyjąć, że partner w treflach ma prawdopodobnie dubla. Jeśli dodać do tego założenie, że posiada w pikach i karach AK, to dosyć atrakcyjne robi się 7 pik. Oczywiście jest to odzywka daleka od oczywistości, bo coś się może nie podzielić i zawsze partner zamiast króla pik może mieć dużo w karach, ale na pewno wchodziła w grę. 2210 przykryłoby 2000.

       Drugi dzień rozpoczęliśmy z carry over 3 z małym kawałkiem ze stratą niecałych 2vp do liderów. Zdobyliśmy 17, co dało nam awans na drugie miejsce, ale strata wzrozła do ponad 2,5 vp. Ostatnią składkę mamy wolną, więc udaliśmy się do hotelu. Na salę gry wróciliśmy, gdy były dwie rundy do końca. Na te dwie rundy usiadłem pokibicować dotychczasowym liderom. Szczęścia im nie przyniosłem – wzięli w tych czterech rozdaniach pół punktu. Zdążyłem zobaczyć jak zawodowiec wykonuje tzw. impas botswański – mając AWx do D10x zasunął waletem z ręki. Pechowo król był pod impasem. Jakieś powody zapewne miał, nie wnikałem. W ostatnim rozdaniu byłem świadkiem sekwencji cokolwiek niecodziennej.

 

W

N

E

S

3t

pas

pas

3nt

pas

pas

x

pas

pas

4k

pas

pas

4c(!)

pas

 

 

I w tym momencie sobie poszedłem, gdyż zobaczyłem, że obie nasze pary skończyły i będą liczyć. Naliczyli 18, więc wyglądało to nieźle. Wróciłem na chwilę dokibicować i się okazało, że 4 kier zbiegło i zostało wygrane. Całe rozdanie wyglądało następująco:

 

 

Wxxx

 

 

Dx

 

 

K10xxx

 

 

xx

 

-

N

AK10xx

10xxxx

W E

AKxx

xx

xx

KW9xxx

S

xx

 

D9xx

 

 

W9

 

 

ADWx

 

 

AD10

 

Myślę, że do paru odzywek można się nieśmiało przyczepić, ale efekt był w miarę sensowny. Oni też zaraz policzyli wynik i wyszło, że są za nami. Nad trzecim mieliśmy ponad rozdanie przewagi, więc jeśli ktoś nie wyskoczy z jakimś wielkim wynikiem, to wygramy. Jeszcze chwila niepewności – nie wyskoczył, udało się. Jeszcze tylko zdjęcie do biuletynu (w kolorze!) i można się oddalić w poczuciu dobrze wykonanego obowiązku.

       Z rozdań, które opisałem można by wywnioskować, że to był jakiś turniej podwórkowy i świr gonił świra. Nic bardziej mylnego. Zawody stały na naprawdę przyzwoitym poziomie, a poza kilkoma zawodowcami walczącymi jeszcze w seniorach, grała w nich praktycznie cała czołówka. Myślę, że część "historii" wynika z formuły zapisu. W grze na impy do wygrywania zwykle wystarczy zwykła, solidna, porządna gra. W BAMach taka sama gra najczęściej przyniesie miejsce w czołówce, ale rzadko pozwoli na zwycięstwo. Stąd chęć dynamizacji niektórych rozdań, a wiadomo, że jak się rzuca siekierami, to czasem się trafi we własną stopę.