Finał Grand Prix Polski Teamów

       Od wczoraj do jutra gramy finał Grand Prix Polski Teamów. Gdyby ktoś nie był zorientowany w temacie, to w ciągu roku odbyło się bodajże osiem turniejów eliminacyjnych i jedenastu najlepszych w punktacji długofalowej dobierało sobie swoje drużyny. Do tego doszedł team organizatora, co razem dało tuzin. Uczestnicy podzielili się na dwie grupy metodą wypychania – dwóch najwyżej rozstawionych stwierdzało kogo nie chcą u siebie w grupie i niech sobie weźmie ten drugi. Gra się każdy z każdym po dwanaście rozdań i dwie najlepsze drużyny awansują do półfinałów. My gramy w teamie Zawada. Zawada – Strzemecki i Janiszewski – Krupowicz. Patrząc na liczby, można nieśmiało stwierdzić, że jesteśmy jednym z faworytów, bo pięciu naszych zawodników zajmowało czołowe miejsca po eliminacjach. No ale to tak naprawdę niewiele znaczy, bo to zupełnie nowy turniej. Lekko nie będzie napewno, a mistrzów świata na sali mnogo. Gra się w dobrze znanym hotelu Senator, który po remoncie zyskał nowy blask. Wczoraj zagraliśmy trzy mecze. Na razie jest nieźle, bo wszystkie wygraliśmy i prowadzimy w grupie z przewagą ok. 10 vp (mecz można wygrać 20:0), ale dziś dwóch trudnych przeciwników.

       Ciekawe rozdanie przyszło w rundzie trzeciej. Dostałem na N:

 

 

DW6

D974

KW92

A6

Obie przed, otworzyłem z pierwszej ręki 1 karo i poszło:

 

 

Omernik

Ja

Klapper

Jacek

 

1k

1c

1p*

pas

1nt

pas

3t

pas

3nt

pas

pas

pas

 

 

 

 

1 karo to 4+, chyba, że obie starsze czwórki, wtedy może być z trójki.

1 pik to transfer, czyli brak czterech pików, najczęściej równa ręka albo trefle.

3 trefl inwitujące.

Tu pierwsza decyzja. Jakiś fit jest, punktów 13, co prawda takie sobie, ale wyobraziłem sobie u partnera szóstego mariaża trefl i asa i doliczyłem do dziewięciu. Poza tym nie po to jechałem tyle kilometrów, żeby teraz grać jakieś 3 trefle.

Wist w asa pik i stół ciut inny niż sobie wymarzyłem, ale dramatu nie ma:

 

1097

K10

A10

K97543

 

Od Kazia trójka, na razie "z ciekawości" (ulubione powiedzenie Przemka Zawady) dołożyłem waleta. Wit ściągnął króla pik, od Kazia czwórka i trzeba było zdecydować jak to grać. As kier na 90% jest u wistującego, a 4 piki u jego partnera – po pierwsze zrzutki – z trzech blotek rzucałby inaczej, po drugie z AKxx można było w drugiej lewie wyjść w małe, zwłaszcza gdy ode mnie spadł walet. To już wiemy. Jeśli uda się wyrobić trefle, nie dopuszczając zawodnika W, to już jestem w domu, bo mogą wziąć tylko dwa piki, asa kier i trefla. Alternatywą jest rozgrywka przez czerwone kolory – kier raczej do 10, co da dwie lewy w tym kolorze, jeśli wchodzący ma AW, do tego trzeba trafić karo i wziąć ich cztery. Trochę to wszystko wyglądało karkołomnie, więc zdecydowałem się postawić na trefle. W drugiej lewie wyrzuciłem więc damę pik, by utrzymać się na stole. Wit kontynuował piki. W czwartej lewie zagrałem ze stołu trefla – od Kazia ósemka. Nie widać dwójki. Ostatnia decyzja do podjęcia. Jeśli Klapper ma trzy trefle, to trzeba bić i grać do króla, a jeśli ma dwa, ale wyższe od ósemki, to trzeba puścić, bo inaczej do asa może dołożyć damę i poza przypadkiem DW sec. leżę. Wiadomo było, że ma pięć kierów i trzy piki, więc trefli ma statystycznie mniej. Zdecydowałem się puścić. Słusznie. Wit z lekkim niesmakiem pokrył ósemkę dychą i już mogłem pokazać karty. Całe rozdanie wyglądało następująco:

 

 

DW6

 

 

D974

 

 

KW92

 

 

A6

 

8432

N

AK5

62

W E

AW853

D753

864

W82

S

D10

 

1097

 

 

K10

 

 

A10

 

 

K97543

 

 

Do sukcesu prowadziła też rozgrywka przez czerwone, jeśli się wszystko trafi. Co prawda dama karo odkładała się czwarta, ale zgranie damy kier postawi W w przymusie na trzy kolory – musi pozbyć się forty pikowej, a wtedy wpuszczamy go treflem. Na drugim stole kontrakt został jednak przegrany, więc zyskalismy dziesięć impów.

        Jeśli uda się wyjść z grupy, to później półfinał 4x12 rozdań i być może finał w takiej samej formule. W zeszłym roku w zbliżonym składzie w finale przegraliśmy wysoko, głównie za sprawą nie najlepszej gry naszej pary. Cały turniej graliśmy bardzo przyzwoicie, ale na ten jeden mecz coś nam się zacięło. Czasem są takie momenty. W każdym razie pałamy żądzą rewanżu. Trzymajcie kciuki.