Dookoła świata - USA.

Z Kingston przemieściliśmy się do Raleigh w Karolinie Północnej na kolejnego regionalsa. Tym razem podróż bezbolesna. Jeden godzinny lot i byliśmy na miejscu. Rafał z Wojtkiem zostali zastąpieni przez Meckstrotha z Rodwellem, reszta składu bez zmian. Ten turniej w zwyczajowej formule, czyli knockouty do znudzenia. Obsadzony przyzwoicie – jest kilka teamów zawodowych. My już też zwyczajowo nie gramy pierwszej składki. Pierwszego dnia przychodzimy i okazuje się, że trzeba odrabiać. Jest odpowiednio 22 i 15 na minusie (gra się trójmecz). Żadnych cudów nie wykonujemy, ale przeciwnikom nie wychodzi kilka rozdań i wygląda, że są szanse poodrabiać. Przychodzi Jeff i mówi, że w jednym meczu mamy jakieś szanse, w drugim niebardzo. Z minus 15 wyciągamy na plus 2. W drugim między innymi nie dograli nam szlema karowego. Nasi szlema zagrali, pechowo w trefle, które mieli trzy do trzech. Tak zwany Szwed klasyczny. Pech. Ten mecz przegrywamy raptem dziewięcioma, ale jedna z drużyn ma dwie porażki, więc przechodzimy dalej. Wcześniej tego dnia Jacek zostaje poproszony o przypilnowanie stoiska z książkami przez dwadzieścia minut, gdyż sprzedawca miał coś do załatwienia. W podziękowaniu może sobie wziąć wybraną książkę. Stwierdził, że przywłaszczał sobie nie będzie, ale weźmie jedną do przeczytania, a potem odda. Wybrał "Bridge bum" Alana Sontaga. A tam taka historyjka: Była sobie raz angielska para Reese – Schapiro. Panowie sporo wygrywali (potem były pewne wątpliwości czy na pewno uczciwie, ale tu nie o tym). Wszystkie trofea zbierał Schapiro. Pewnego dnia Reese stwierdził, że odbierze co jego. Poszedł do mieszkania kolegi, zapakował wszystko do worka (trochę się tego nazbierało) i poszedł. I tak sobie szedł, a że ubrany był niezbyt porządnie, to zainteresował się nim policjant. I taki był dialog:

- A co tam masz w tym worku?

- To są moje trofea brydżowe. Jestem mistrzem świata i w ogóle wszystkiego.

- Jakoś nie chce mi się w to wierzyć. Myślę, że mogłeś te rzeczy po prostu ukraść.

- To chodźmy do mojego partnera. On tu obok mieszka. Właśnie wziąłem te rzeczy z jego mieszkania. Wszystko potwierdzi.

No i poszli, zapukali, Schapiro otworzył, Reese rzekł:

 - Schapiro, mógłbyś powiedzieć temu policjantowi, że to są moje puchary, które właśnie stąd zabrałem?

 

Na co Schapiro do konstabla:

- Panie, zabierz mi pan stąd tego wariata! Pierwszy raz w życiu go na oczy widzę.

 

W efekcie Terencjusz Reese, mistrz i autor wielu książek brydżowych spędził najbliższe 24 godziny w areszcie. To tak, jakby ktoś twierdził, że ma złośliwego partnera.

Ale wracając do naszej gierki, to potem już było lepiej. Pierwszy turniej wygraliśmy w przekonujący sposób. Tak samo trzeci i swissa ostatniego dnia. W drugim turnieju do finału doszliśmy też raczej bezproblemowo, ale tam polegliśmy trzema impami. Jedno rozdanie w mojej ocenie było niesamowite. Powiedzmy, że mamy taką kartę:

x

Kxx

AKD98xx

10x

Obie po partii i licytacja idzie następująco:

W

N

E

S

4 pik

5 trefl

pas

pas

x

pas

5 karo

x

5 pik

pas

pas

6 trefl

pas

pas

?

 

Co ma partner? Worek pików. My mamy nieco defensywy. Na oko nie możliwości, żeby oni to wygrali. Siedzący na E Ron Smith powiedział 6 pik. Ja kontra i wszyscy się zgodzili. Jak to się skończyło? Całe rozdanie wyglądało tak:

 

 

xxx

 

 

D10xx

 

 

-

 

 

AKDWxx

 

AKDW10xxxx

N

W E

S

x

Kxx

xx

AKD98xx

xx

10x

 

-

 

 

AW98xx

 

 

W10xx

 

 

xxx

 

Jak widać, na impasie szedł nam szlem kierowy, a treflowego obkładał tylko wist w kiera. Prawie żadna z odzywek nie była prosta i jednoznaczna. Najpierw otwarcie. Z dziewięcioma lewami niekoniecznie trzeba otwierać 4 pik, ale w tym rozdaniu było nieźle. Później 5 trefl. Przez atuty nas nie obłożą, ale czasem można grubo postawić. Pas z ręką E na pewno daleki od oczywistości, podobnie jak 5 karo po równie wątpliwej kontrze. Ja też mogłem powiedzieć 5 kier zamiast kontry na 5 karo. I tak dalej, ale najbardziej niesamowite było wg mnie powiedzenie 6 pik. Gdyby to rozdanie zostało zrelacjonowane w pewnym czasopiśmie, to mogłoby zabraknąć wykrzykników i znaków zapytania. Wist też nie był oczywisty, można było nawet próbować wyjść w małego trefla, ale udało nam się ściągnąć dwie lewy.

Na drugim stole też było ciekawie.

 

W

N

E

S

1 pik

2 trefl

3 karo

3 kier

3 pik

4 karo

pas

4 kier

5 trefl

5 karo

x

pas

pas

5 kier

pas

pas

6 pik

pas

pas

x

pas..

 

 

 

3 karo to forsing na karach, 5 trefl to cue bid, akurat fałszywy. Pewnie lepiej było dać kontrę na 5 kier, wtedy pewnie padłoby 5 pik, ale nie wiadomo czy pozwoliliby naszym to grać. W sumie kwit, ale rozdanie bardzo ciekawe.

Samo Raleigh całkiem przyjemne, szybko namierzyliśmy dwie bardzo dobre knajpy, jedną z sushi, drugą z mięsem. Pogoda świetna, momentami nawet za ciepło, tylko ostatnie dwa dni popadywało, a raz nawet była porządna burza.

Jutro wracamy do domu. Cały wyjazd bardzo udany. Wygraliśmy prawie wszystko, co było do wygrania, ale starczy na razie tego brydża. Miesiąc to wystarczająca dawka. Na szczęście teraz będzie chwila wolnego.