3,2,1, Charlottesville - Sandestin

To nie odliczanie, tylko miejsca, jakie po kolei zajmiemy, a przynajmniej w pewnym momencie miałem taką nadzieję. Ale od początku. Rewanż w półfinale nam się udał, dobra i skuteczna gra i nie było z nich co zbierać.Dostałem w niekorzystnych na E:

 

AWx

AK9xxx

x

Wxx

 

I poszło:

 

W

N

E

S

1 kier

1 pik

2 karo

3 trefl

3 kier

x

3 pik

5 trefl

5 karo

pas

6 kier

pas

pas

pas

 

 

2 karo to fit kierowy i 4-7 punktów albo GF, 3 kier – nie boję się grać do słabej wersji, kontra N – dobre podniesienie treflowe, dalej cue bidy. Po 5 karo mogłem nawet wcisnąć 5 pik, ale zadowoliłem się szlemikiem. Może miało to w sumie jakiś wpływ na to, że nie poszli w obronę, która była za grosze. Jacek miał:

 

xxx

DW10xxx

AKxx

-

 

Na drugim stole końcówka. W finale znowu czekał Pepsi i ekipa. I tu już niestety nie było tak dobrze. Dużo nietrafnej gry i parę ordynarnych błędów i po meczu. Może mały problem wistowy. Mamy:

 

x

Kxxx

W8x

K10xxx

A oni licytują:

1 pik – 2 karo

3 karo – 3nt

4 trefl – 4 karo

4nt – 5 pik

7 karo – pas

 

Rozwiązanie będzie niżej.

No nic, kolejny dzień, kolejny turniej. Tym razem wszystkie teamy razem, więc cztery silne na polu walki. Pierwsza runda bez problemu. W drugiej trafiamy na silnych przeciwników, ale wygrywamy wysoko. W jednym z rozdań pozwalam sobie na mały żarcik. Po dwóch pasach otwieram 1 trefl w korzystnych z xxx Kxxx Wxx Kxx. Z lewej 1 kier, partner 1 pik – transfer na bez atu, brak czterech pików. Trudno, na razie pas. Zbiegło. Powtarzając monotonnie "small" przez większość rozdania, uzbierał w końcu trzy lewy. Nasi nie mieli problemu z wygraniem końcówki pikowej. W półfinale trafiamy na swoich pogromców z ostatniego finału. Tym razem wygrywamy wysoko, mając przy tym trochę szczęścia. Montujemy następującą licytację:

2 trefl – 2 karo silne, waiting

2nt – 3 trefl 22- 24, puppet

3nt – 4 trefl 5 kierów, szlemikowe uzgodnienie kierów

4 karo – 4 kier dalej cue bidy

4 pik – 5 trefl

5 karo – 5 kier

6 kier – pas

Mieliśmy:

 

Axx

W10xx

Dxxx

Dx

Do:

 

Wx

AKDxx

AKW

K10x

Szlemik bez pikowego znakomity, a po pikowym dobry. Wist był w atu, ale i tak wszystko się dzieliło. Ale gdyby przełożyć karo do pików, to bez jednej bez gry. Bardzo subtelne rozdanie i do dziś nie wiemy jak to trzeba było dobrze przelicytować.

I w tym miejscu zaczęło mi się układać w głowie 3,2,1. Niestety finał znowu nie należy do nas. Znowu Meckwell. My chcemy grać na panią sponsorkę, ale oni chcą grać na nas, żebyśmy jej zanadto nie uszkodzili. Rzut monetą który przegrywamy. Pierwszą połówkę mamy przyzwoitą, ale nasi nieco gorzej i przegrywamy pięcioma. W jednym z rozdań (w powszechnej opinii) najlepsza para świata, goście grający ze sobą ze czterdzieści lat, gubią się we własnym systemie i w konsekwencji grają szlemika w trefle na siedmiu atutach bez karty. Trzy nogi. Jak widać zdarza się każdemu i nie ma wyjątków. Druga składka wygląda gorzej i przegrywamy cały mecz. Ale jedno rozdanie na pewno warte jest odnotowania. Poszło:

 

W

N

E

S

 

pas

1 trefl

3 kier

3nt

x

pas..

 

Partner wyszedł 8 kier. Na bez atu wistujemy jakościowo, a w kolor partnera trzecia/piąta.

My mamy:

 

Dxx

K9xxxx

xx

xx

Trefl był silny, założenia korzystne, partner po pasie, więc skok był jaki był. W stole wyjechało:

 

AKxx

W

KW1098x

Ax

Co robić? O co chodzi partnerowi z popasową kontrą? Przecież wie, że nasz skok może być dowolny. Wygląda, że partner ma fit i parę asów i chciał nam przekazać, że może grać 3 bez atu z kontrą, jeśli mamy cokolwiek lub ewentualnie 4 kier. Czy mamy szansę? Tak, jeśli partner ma asa karo i asa kier. Tylko że jeśli zabijemy kiera królem, to potem nie będzie dojścia. Takie rozumowanie przeprowadził Jacek i kiera puścił! A że ja miałem:

 

Wxxx

A108

Ax

xxxx

To rozgrywający mógł uzbierać tylko osiem lew. Na drugim stole naszych nikt nie niepokoił, więc spokojnie wygrali pięć karo.

Wracamy do wistu na szlema. Wiadomo, że w stole będą długie, dobre piki, fit karowy i trochę figur. My wiemy, że piki się nie dzielą. Kluczowe może być odcięcie jednego z dojść do stołu. Trzeba więc wyleźć w kiera lub trefla. Którego asa ma otwierający? Tu też jest wskazówka w licytacji. Odpowiadający nie powiedział 4 kier po 4 karo, więc wygląda, że ma asa trefl. Trzeba więc w kiera. Albo odcinamy dojście, albo stawiamy rozgrywającego przed decyzją w pierwszej lewie. Ja leniwie wyszedłem w atu. Kier obkładał.

W niedzielę mamy jeszcze swoją szansę w swissie, ale w tym turnieju mogliśmy równie dobrze nie grać. John, nasz sponsor, był już wyraźnie zmęczony i raczej żelaznych stołów nie przynosił. Nasza skuteczność też pozostawiała nieco do życzenia. No i był niefart. Np. przeciwnik nie wszedł 1 pik po treflu, a wejście miał dosyć normalne i za chwilę graliśmy 4 pik cztery do czterech, zamiast w tym przypadku górnych 3 bez atu. Wyniki z całego tygodnia takie sobie, bo brak zwycięstw, a to się tutaj liczy najbardziej, ale blamażu też nie było. Za to towarzysko super, nasi partnerzy to bardzo sympatyczni goście, a na brydżowych dyskusjach ze Stieviem (Weinsteinem – jakby ktoś nie wiedział, to multimedalista MŚ i różnych innych zawodów) na pewno sporo zyskaliśmy. Gra w niedzielę skończyła się relatywnie wcześnie i dobrze, bo dzięki temu opłacało się w ogóle iść spać. W poniedziałek o piątej rano wsiadamy do taksówki, bo o 6:40 kolejny lot. Po drodze spotykamy parę saren stojących z ciekawości na poboczu. Może to dobry znak. Dwa krótkie loty i znowu jesteśmy na Florydzie, tym razem w miejscowości Sandestin. Na pierwszy rzut oka wygląda nieźle – morze, palmy. Termometr pokazuje naście stopni, ale słoneczko świeci i wydaje się, że jest cieplej. Gramy tutaj z Pepsim (Jacek Pszczoła – tak to jest, że ten co przed chwilą jeszcze był wrogiem, teraz staje się przyjacielem i na odwrót) i Paulem Streetem. Formuła bez zmian. Turniej ponoć zwykle jest słabo obsadzony, a w tym tygodniu dochodzi jeszcze ślub jednego z młodych, amerykańskich zawodowców, na który dużo ludzi się wybiera, więc opozycja nie powinna być wymagająca, ale nigdy nie wiadomo. W ulotce turnieju wspominają coś nieśmiało o handicapach, co by oznaczało, że na starcie meczu można mieć ileś impów na plusie lub na minusie w zależności chyba od stanu posiadania ichnich pekaelków. Nie wiem czy to będzie realizowane, ale w takim przypadku będziemy musieli swoje punkty policzyć, zamiast zwyczajowo wpisywać 100k.

Z ostatniej chwili. Wygraliśmy pierwszy knockout. Opozycja wielkiego oporu nie stawiała. W czterech meczach po 24 rozdania zebraliśmy łącznie 300 impów na plusie. Dziś dojechało parę przyzwoitych teamów, więc może gra będzie ciekawsza. Parę rozdań nawet sami z siebie dobrze rozwiązaliśmy, ale to już opiszę następnym razem.