3.10

Jesteśmy po najważniejszej imprezie w tym roku. Bali to naprawdę urocze miejsce, teraz można powiedzieć, że dla polskich brydżystów szczególnie...

 

Wyniki wszyscy znają, grę każdy pewnie widział, przychodzi czas, aby to ocenić. Pewnie inni zrobią to lepiej, bo mają większe doświadczenie, kompetencje (kapitan, coach) i odrobinę dystansu, ale ja spróbuję dokonać własnej oceny, w szczególności naszej pary.

 

Round Robin to raczej średnio emocjonujący ”mecz” dla nas, oczywiście były chwile „małej grozy”, ale szybko zrobiliśmy porządek w tabeli..

 

Przed decydującym meczem z Japonią podszedł do mnie kolega z drużyny holenderskiej, mówią, że dobrym pomysłem byłoby, abyśmy i my, i oni lekko przegrali i zajęli miejsca 5-8 a wtedy nie trafimy na siebie...

 

Oczywiście nic nie sztukujemy, roznosimy Japonię, i jak było do przewidzenia, trafiamy na Holandię w ćwierćfinale, co jest bez wątpienia topowym wydarzeniem tej fazy zawodów.

 

Po naprawdę fantastycznej grze roznosimy ich, jakby nie było, wciąż jeszcze mistrzów świata, nie pozostawiając złudzeń, kto jest w tym momencie(!) lepszy. Obrońcy tytułu rzucają ręcznik, i nie jest on pomarańczowy, ani nie ma inicjałów BD, po prostu chcą przerwać ten pogrom.....

 

Jesteśmy naprawdę w gazie, czujemy się znakomicie, zmęczenia brak, wszystko super!!!

 

Kolejny dzień, półfinał, i...................

 

Szczerze mówiąc, to moja trzecia próba napisania oceny naszej gry, dwie pierwsze nie przeszły mojej autocenzury Dezaprobata

 

Pamiętam jedno ze zdań z tamtych relacji, pozwolę sobie je zacytować: „Ten mecz to jak kampania wrześniowa, tyle, że MY nie mieliśmy nawet swojego Westerplatte....”

 

Tak się czułem, po drugim segmencie - walczyliśmy sami ze sobą, nie było wsparcia, wszyscy zawiedli...... Włosi zagrali tak jak chcieli, a MY tańczyliśmy tak, jak oni przygrywali....

 

Przykłady:

 

Bocchi - Madala omijają nasza parę, w zeszłym roku dostali poważny łomot w Lille od nas właśnie. Martwimy się, jak zapewnić komfort gry parze Jassem – Mazurkiewicz, a nie myślimy jak dać najlepszą grę naszym zawodowym parom, Marcin z Krzysiem grali naprawdę dobrze! Nie trzeba było się o nich martwić!!! Należało zadbać o zawodowe pary, przygotować je do bitwy, wojny, zwycięstwa!!!!!

 

Tego zabrakło, biorę całą odpowiedzialność za tą porażkę, myślę, że to też moja wina, daliśmy ciała w każdym elemencie tego meczu.

 

Ale już niedługo będą okazje do rewanżu i nasi reprezentanci pomszczą nas Mrugnięcie

 

Mecz o brąz był dla mnie bardzo dramatycznym przeżyciem Dezaprobata

 

Po drugiej stronie PRZYJACIELE i znajomi, naprawdę było mi bardzo smutno, jak widziałem tych fantastycznych ludzi zrozpaczonych.

 

Ja wiem, oni mogli mieć jedną z niewielu szans na zdobycie medalu Bermuda Bowl (oczywiście poza parą Lewin - Weinstein). W USA bycie reprezentantem to naprawdę wydarzenie, tam aby zagrać w reprezentacji trzeba naprawdę sporo wygrać. To nie jest GPP czy lokalsy, jak mawiają młodzi z bridge24.pl.........

 

My mamy medal. Dla naszej pary to już komplet, oczywiście nie są to złote, ale z każdej imprezy mamy już medale!!! Bermuda, Olimpiada, Mistrzostwa Europy - czy mogłem kiedyś marzyć o tym? NIE!

 

Czy Marcin Mazurkiewicz mógł marzyć, że zdobędzie w jednym roku Mistrzostwo Europy i brąz Bermuda Bowl? Nie!

 

No właśnie! Słuchajcie, to jest możliwe, to są realne sprawy, wystarczy...... PRACOWAĆ!!!!

 

Kilka zdań o dziewczynach i seniorach.

 

Mnie zawsze cieszą sukcesy naszych, i nie musi to być tylko brydż ! Jestem patriotą i żyję zwycięstwami, a także porażkami, jak każdy sportowiec!

 

Bardzo się cieszę z medalu seniorów (który to już?!!!), natomiast martwi mnie wynik dziewczyn.

 

Wynik to naprawdę pech, ale czy tego pecha nie należy unikać??? Czy jak Polki wybierają, to zawsze muszą tym wyborem wskazywać zwycięzcę? (Poznań, Bali)

 

 Nie róbmy tego więcej, więcej pracy, proszę, nie możemy stać w miejscu, musimy wszyscy pracować. Dziewczyny też! Uśmiech

 

Na koniec chcę podziękować wszystkim którzy byli z nami t.j. tym, których prosiłem przed zawodami, byli na dobre i na złe, cieszyli się,  płakali, radowali i martwili, na tych najbardziej mi zależy, bo to są prawdziwi kibice!!!

 

Dziękuję też naszemu całemu teamowi, jak zwykle było fajnie, emocjonująco i zawsze będę mile wspominał nasze starty, coach i kapitan byli zawsze pod ręką, zawsze flaszka...... redbulla była dla mnie Mrugnięcie

 

My jako para pewnie zawiedliśmy, ale kiedyś jeszcze coś wygramy Uśmiech

 

Pozdrawiam